W poniedziałek 10.01 (ale ładna, symetryczna data 🥰) zabrałam moich chłopaków w podróż sentymentalną do Redington i Madeira Beach. W Redington mieszkaliśmy przez kilka tygodni dwa lata temu, a żeby dojść z domu do plaży wystarczyło pokonać jezdnię i już- dosłownie rzut beretem. Postanowiliśmy pojechać i zobaczyć, czy „nasz” dom stoi- no stoi 😉 poza tym poszliśmy sobie na plażę i zjedliśmy tam drobny lunch. Największą atrakcją tego wyjazdu okazało się jednak odwiedzenie miejsca z mini golfem, w którym ostatnim razem byliśmy kilkukrotnie i dzieci były zachwycone! Nieważne, że nie udawało się wbijać piłki do dołka za pierwszym razem, czy że postawa golfisty pewnie pozostawiała trochę do życzenia- zabawa była przednia 😃 dodatkowo jest tam też miejsce, gdzie żyje całkiem duża gromadka pokaźnych aligatorów, które można karmić przysmakami zawieszanymi na wędce. Dwa lata temu ta atrakcja też była dla nas niesamowitym przeżyciem, ale od tego czasu aligatory naprawdę sporo urosły i wrażenie było jeszcze większe 🐊 po zabawie w mini golf pojechaliśmy jeszcze do Madeira Beach, gdzie pospacerowaliśmy po pomoście wzdłuż wybrzeża, kupiliśmy torbę ręcznie robionych cukierasów i poszliśmy zobaczyć, czy restauracja Bubba Gump nadal działa, choć nikt z nas nie był głodny i tylko sprawdziliśmy, czy wszystko na swoim miejscu 😉 dzień był wspaniały, długi i intensywny 🥰 po drodze do domu zrobiliśmy jeszcze jakieś zakupy i wieczorem dopiero dotarliśmy do domu- zmęczeni, ale bardzo zadowoleni ❤️

Dodaj komentarz