11.01 praktycznie w całości spędziliśmy w zoo w Tampa. Pogoda była idealna- ochłodziło się (ale nadal było ponad 20 stopni) i pewnie w związku z tym odwiedzających było jak na lekarstwo. Pasowała nam ta kameralna atmosfera, bo dzieci szalały od atrakcji do atrakcji, a my z Natalką miałyśmy dogodne warunki, żeby odrobinę się zrelaksować. Mam tu na myśli głównie fakt, że nie było obawy, że któreś dziecko nam się zgubi, a brak tłumu powodował odpoczynek dla głowy ☺️ zastanawiam się co było najbardziej atrakcyjnym momentem w ciągu dnia…i ciężko powiedzieć, bo wydaje się, że dla każdego było to coś innego 😉 byliśmy na najprawdziwszym afrykańskim safari, chłopaki jeździli na karuzelach, karmiliśmy dość nachalne, ale miłe papugi, podglądaliśmy manaty i inne florydzkie wodne stworzenia w ogromnym zbiorniku- trudno wybrać jednego zwycięzcę. Na mnie zawsze największe wrażenie robią manaty, nazywane też niebezpodstawnie krowami morskimi. To królowie tutejszych wód przybrzeżnych i zwłaszcza w chłodniejszych miesiącach można je zobaczyć w naturalnym środowisku. My kiedyś spotkaliśmy je w Safety Harbor. Te ogromne zwierzęta poruszają się w wodzie z tak niezwykłą delikatnością, że wydaje się jakby tańczyły. Przy okazji są roślinożerne i akurat trafiliśmy na porę karmienia, gdzie z gracją pałaszowały jedną głowę sałaty za drugą ☺️ mam wrażenie, że Poli też to podglądanie manatów spodobało się najbardziej, bo stała przy szybie jak zaczarowana i obserwowała podwodne życie 🥰 kolejny dzień pełen wrażeń za nami. Dzieci padły jak muchy po kolacji, a my razem z nimi ☺️

Dodaj komentarz