Przyszedł czas na podsumowanie podróży do domu 🙃 kosztowała trochę więcej wysiłku i energii niż zakładałam, ale ostatecznie dotarliśmy do domu 🏡🥰 ale od początku… od Natalki i Piotrka wyjechaliśmy do Miami około 10 rano. Po drodze staliśmy godzinę w korku- od samego początku, do koniuszka mostu Skyway Bridge. To najbardziej malowniczo położony most tych okolic, więc przynajmniej widoki mieliśmy w korku wspaniałe 🥰 w związku z korkiem nie zdążyliśmy już pojechać w Miami na Ocean Drive i South Beach i czasu wystarczyło nam idealnie, żeby bez pośpiechu dotrzeć do wypożyczalni, oddać auto, kolejką dojechać do terminala ze wszystkimi tobołami i zdążyć na samolot. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie okazało się, że nasz samolot już wylatując z Polski miał ponad 3 godziny opóźnienia, a nasz wylot planowany na 19:55 był przesunięty na 22:30 🙃 do terminala dotarliśmy o 16:30 i jak zobaczyłam rozkład lotów, to trochę mi podcięło nogi…tyle godzin czekania…🥳🤪😱 na szczęście jakoś ten czas zleciał i chłopaki byli cudownymi współtowarzyszami niedoli. Oczywiście ilość pytań bez odpowiedzi zadanych przez tych parę godzin można liczyć w tysiącach, ale daliśmy radę 🦾☺️ ostatecznie wylecieliśmy z Miami po 23 i czekała bas noc w samolocie. Na szczęście obłożenie tego lotu nie było bardzo duże i chłopaki mieli dla siebie całe rzędy foteli i miejsca jak w Business Class do spania 🥰 maraton zaczął się znów w Warszawie, bo na przesiadkę na samolot do Krakowa mieliśmy godzinę- misja prawie niemożliwa, ale próbowaliśmy zdążyć. Czekały nas jeszcze testy antygenowe, kontrola paszportowa i kontrola bezpieczeństwa. Bez wchodzenia w szczegóły napiszę tylko, że spóźniliśmy się na ten samolot zaledwie kilka minut i można rozpatrywać to w kategoriach sukcesu 😂 to była 16:30, a kolejny lot do Krakowa po 23….trochę załamka po dobie podróży. Ale mój najlepszy na świecie mąż przewidział taką sytuację i wyjechał po nas dużo wcześniej, także po godzince z hakiem był po nas na Okęciu 🥰🥰🥰 jak wsiedliśmy do naszego auta, to czułam się już jak w domu, do którego finalnie dotarliśmy około 23. W ten sposób nasza podróż do domu trwała ponad 30 godzin. Na szczęście wszystko się udało i jesteśmy w domu ❤️ tęsknimy za ciepłem i ja rzeczywiście trochę trzęsę się z zimna, ale powitała nas piękna zima, dzieci szaleją na śniegu i są przeszczęśliwe! A i ja lubię bardzo śnieżną zimę, choć na razie wolę podziwiać ją przez szybę 😉 i to by było na tyle jeśli chodzi o naszą kolejną zimową eskapadę…ciekawe gdzie nas wywieje kolejnym razem i na jak długo 🤔❤️☀️















