Wigilia u nas, jak pewnie w większości polskich domów była dość pracowita i cały dzień przygotowywaliśmy się do wieczornej Wieczerzy. Tym razem jechaliśmy do znajomych i spędziliśmy ją w większym polskim gronie. Było przepięknie, rodzinnie i elegancko. Gospodarze tego wieczoru przepięknie przygotowali i udekorowali dom i od wejścia czuć było niesamowity klimat Świąt Bożego Narodzenia. Oczywiście wszystkie potrawy były tradycyjnie polskie i pyszne! Świąteczna atmosfera, rozmowy przy stole i radosne śmiechy bawiących się dzieci sprawiły, że ten wieczór był wspaniały i każdy z nas napawał się wspólnie spędzonymi chwilami. My z częścią zebranych tam osób widzieliśmy sie ostatnio dwa lata temu, ale wydawało sie nam, jakby to było wczoraj! Pod koniec kolacji jeden z gości przebrał się za Mikołaja i przyszedł do dzieci z prezentami. Były w ciężkim szoku! Szczęśliwe, choć nieco zdezorientowane otworzyły prezenty i cieszyły się…jak dzieci 😉🎅🏻 dobry czas minął błyskawicznie i późnym wieczorem dotarliśmy do domu 🎄❤️🌟

W dzień Bożego Narodzenia postanowiliśmy nico odejść od tradycyjnego zasiadania za stołem i po świątecznym śniadanku ruszyliśmy na plażowanie. Jednak nie była to zwykła wyprawa, bo na Anclote Key dotarliśmy….tutaj powinien być werbel….łodzią Piotrka i Natalii 🥰 to była niesamowita frajda dla nas wszystkich i wystarczyło dosłownie dwie godzinki na plaży, plus podróż łodzią, żebyśmy porządnie się zregenerowali i naładowali słońcem 😃☀️🌴 obiad też mieliśmy niestandardowy, jak na Boże Narodzenie, bo żeby zdążyć na wieczór do kościoła złapaliśmy obiad z restauracji raczej szybkiej obsługi 😋🙃 poza tym zostało nam też trochę jedzenia z Wigilii , które przecież kolejnego dnia smakuje nawet lepiej 😋 ciekawe co wymyślimy jutro… 😁🥰

Po dwóch wyjątkowych dniach w Nowym Jorku ruszyliśmy na Florydę, czyli do naszej docelowej destynacji. Sama podróż samolotem trwała raptem 3 godziny, ale dojazd do i z lotniska spowodował, ze zrobiła się z tego całodzienna wyprawa. Na szczęście cali i zdrowi późnym popołudniem dotarliśmy do domu mojego brata Piotrka, bratowej Natalii i ich dzieci- Olka i Poli ❤️ co prawda ostatnim razem widzieliśmy się w Polsce w wakacje, więc teoretycznie nie tak dawno, ale radość ze spotkania była przeogromna 😃🥰 dzieci od razu zajęły się swoimi sprawami, a my- dorośli nadrabialiśmy zaległości w gadaniu 😃

Kolejny dzień przywitaliśmy wspólnym śniadankiem przed pracą Piotrka i Natalii i przedszkolem dzieci. Potem my wybraliśmy się na Clearwater Beach przywitać się z morzem i pozwolić dzieciom wyszaleć się w piasku. To jedno z naszych ulubionych miejsc w okolicy Tampy i naturalnym wydało nam się właśnie tam spędzić pierwszą eskapadę. Wyglada na to, że przywieźliśmy ze sobą kilka chłodniejszych dni, ale jak dla nas te około 20 stopni było ciepełkiem 🥰 po powrocie do domu cała nasza rodzinka była już w komplecie z powrotem po dniu pracy i szkoły, zabraliśmy się więc do ogarniania rzeczywistości i przygotowania wigilijnych potraw. Na Wigilię jedziemy do znajomych i każdy przynosi uzgodnione wcześniej i rozdzielone dania. Nam w udziale przypadł kompot, panierowana runa, pierogi pieczone z kapistą i grzybami oraz śledź po kaszubsku 😋 większą cześć Natalia przygotowała wcześniej, a na wieczór zostało zrobienie pierogów i dokończenie reszty dań. To dopiero drugi nasz dzień tutaj, a już czuję, że odpoczywam i bardzo się cieszę, że udało nam się urzeczywistnić ten wyjazd…choć przez to, że do ostatniego dnia przed wylotem nie mieliśmy pewności, czy polecimy, nadal wszystko to wydaje się tak piękne, że aż nierealne 🙃❤️🥰

Drugi i za razem ostatni dla nas dzień zwiedzania NYC był bardzo intensywny. Ciężko było wybrać co zobaczyć w tak krótkim czasie i nie było to wcale takie proste, bo często miejsca atrakcyjne dla dorosłych są nudne dla dzieci. Postanowiliśmy jednak pojechać na lotniskowiec. Bardzo miło nam było patrzeć na chłopców, którzy byli zafascynowani każdym elementem zwiedzania tego przeogromnego statku. Lotniskowiec ten, który obecnie pełni rolę muzeum służył armii amerykańskiej od II Wojny Światowej prawie do końca Wojny Wiernamskiej (1943-1974). Można było wejść do środka i zobaczyć jak wyglądał wtedy kostek kapitański, koło sterowe, pokój nawigacyjny, kuchnia, kajuty, itd. Poza atrakcjami związanymi z samym lotniskowcem na górnym pokładzie zebrano pokaźną kolekcję rożnego rodzaju samolotów wojskowych…i Concorda. Ciekawostką był nasz rodzimy LIM produkowany w Mielcu (na zdjęciach będzie to jedyny niebieski samolot). Kolejną niesamowitą atrakcją tego miejsca był ogromny hangar poświęcony lotom kosmicznym. Nie wiedzieliśmy czego się tam spodziewać, ale poza sporą dawką wiedzy znaleźliśmy w nim…pierwszy amerykański wahadłowiec Enterprise, który obecnie jest na emeryturze 😉 ale wykonał 16 lotów testowych w 1977r. To drugi prawdziwy prom kosmiczny, który mogliśmy podziwiać. Pierwszy- Atlantis znajduje się w NASA na Florydzie. Prawdziwą gratką okazała się też możliwość zwiedzania łodzi podwodnej, która służyła amerykańskiej armii podczas Zimnej Wojny, u wschodnich wybrzeży ZSRR. Jest to jedyna amerykańska łódź podwodna udostępniona dla zwiedzających. My z Sebastianem wiedzieliśmy czego możemy się tam spodziewać i ze jest dość ciasno. Ale dla dzieci z racji mniejszych gabarytów nie było to odczuwalne, za to bardzo im się podobało- zwłaszcza torpedy 😃 na lotniskowcu zobaczyliśmy jeszcze jeden wewnętrzny poziom gdzie mnóstwo było interaktywnych ekspozycji zachęcających do spróbowania swoich sił, np w lądowaniu wahadłowcem 🙃

Po intensywnym czasie spędzonym na lotniskowcu wybraliśmy się na obiad. Zabraliśmy dzieci do naszej ulubionej chińskiej restauracji w Chinatown na dolnym Manhattanie- Joe’s Shanghai. Nie wiedzieliśmy, czy naszym dzieciom przypadnie tam do gustu cokolwiek poza ryżem…ale ryzyko się opłaciło 😃 Wojtek z Mateuszem zasmakowali w naszych ulubionych pierożkach Dim Sum, a Franek w kurczaku w sezamie i słodkim sosie. Co prawda restauracja została dwa lata temu przeniesiona z pierwotnej lokalizacji z charakterystycznym wystrojem do nowoczesnego lokalu, ale na szczęście smak potraw pozostał tak samo dobry 😋

Kolejnym przystankiem na naszej trasie był najwyższy budynek Nowego Jorku, a jeden z najwyższych na świecie- One World. Został on wzniesiony w bezpośrednim sąsiedztwie zburzonych wież World Trade Center, czyli w dzielnicy finansowej na dolnym Manhatanie. Z samej góry (102 piętro) rozciąga się niesamowity widok na cały Nowy Jork i okolice. Wszystkie budynki, nawet na Manhattanie są niżej niż piętro dostępne dla zwiedzających, a Statua Wolności wydaje się taka malutka! 🗽 chłopaki nie mogli uwierzyć, że są tak wysoko! Zwłaszcza, kiedy stali pod budynkiem i patrząc do góry aż się kręciło w głowach 🙃😃

Wracając do domu zahaczyliśmy o Rockefeller Center, żeby zobaczyć iluminacje świetlne Nowego Jorku i choinkę po zmroku. Miałam wrażenie, że połowa mieszkańców miasta wpadła na ten sam pomysł, bo tłumy były nieprzebrane! Ale warto było się trochę pościskać dla tych pięknie cieszących oczy pokazów i miejsc. Udało nam się też wstąpić do sklepu Lego i tam dostaliśmy oczopląsu 😉 nie mieliśmy możliwości wziąć ani grama więcej bagażu, dlatego tylko nacieszyliśmy oko niesamowitymi budowlami i wróciliśmy do hotelu. Dzień był długi i pełen wrażeń, dlatego nie trzeba było specjalnie zapraszać dzieci do pójścia spać 😃

Pierwszy dzień w Wielkim Jabłku był piękny, słoneczny, choć wyjątkowo zimny. Mroźne powietrze i takiż wiatr trochę utrudniały nam intensywne eksplorowanie miasta, ale to nawet lepiej, bo po podróży jeszcze odczuwaliśmy solidne zmęczenie.

Śniadanko zjedliśmy sobie w pokoju, co było bardzo miłym akcentem na początek dnia ☺️ (na jednym z zamieszczonych zdjęć zaznaczyłam na czerwono miejsce gdzie mniej więcej są nasze okna). Z pełnymi brzuszkami i chęcią zwiedzania wyruszyliśmy z hotelu prosto pod Rockefeller Center, żeby w pierwszej kolejności zobaczyć sławną gigantyczną choinkę. Wielka ona rzeczywiście i piękna, choć jak wrócimy tu któregoś dnia wieczorem, to światełka będą robiły jeszcze lepsze wrażenie niż za dnia. Następnie postanowiliśmy pokazać dzieciom choć fragment Central Parku, a po drodze wstąpiliśmy ma szybkie ogrzanie do Trump Tower i sklepu Apple prze 5 alei. Dziś mimo dnia pracy 5 aleja tętniła życiem, a nowojorczycy w pośpiechu przemierzali najsłynniejszą zakupową ulice świata w poszukiwaniu idealnych prezentów. Przed sklepami, zwłaszcza zabawkowymi,. ustawiały się długie kolejki klientów. Po drodze z jednego z setek wózków z jedzeniem zapachniało mi pieczonymi kasztanami…ależ były dobre 😋 po raz kolejny odniosłam wrażenie, że posiadanie takiego wózka to nie praca, tylko styl życia. Bo wszystkie te miejsca to odrębne i dość specyficzne światy. Z jednej strony pachnące jedzeniem, a z drugiej spalinami z niewielkich agregatów, które obsługiwane są przez specyficznych ludzi. Fascynujące!

W Central Park chłopcy zapomnieli o chłodzie, bo swobodnie mogli się wyszaleć, wybiegać i pobawić na placu zabaw. Sporo chodziliśmy i dzieci były szczerze zdziwione, gdy pokazałam, że odeszliśmy zaledwie mały fragmencik wielkiego parku. Oczywiście przeszliśmy się obok Central Park Zoo, żeby zobaczyć znaną do tej pory z bajek główną bramę ☺️ niesamowitą atrakcją okazały się okazale skały wyrastające gdzieniegdzie na trasie naszego spaceru. Można było się na nie wdrapywać i widok na wieżowce był wtedy jeszcze ładniejszy! Nas z Sebastianem cieszyła każda chwila spędzona w parku, bardzo lubimy tu wracać i odpoczywać od zgiełku Manhattanu. Tym bardziej było dla nas miłe, że chłopaki czuli się tu dobrze 😃 po długim spacerze uznaliśmy, że to dobry moment na łyk cieplej kawy i gorącej czekolady i ruszyliśmy do kawiarni nieopodal naszego hotelu. Zahaczyliśmy tez o pobliski sklep cały z MnM’sami 😋 Po powrocie przyszedł czas na odpoczynek, a Franek sumiennie odrobił zadanie domowe z tego dnia i nadrobił zaległości, bo nie miał możliwości uczestniczyć w zdalnych lekcjach.

Późnym popołudniem wyruszyliśmy do miasta w poszukiwaniu miejsca, żeby coś zjeść. Okazało się to niełatwe, chociaż ostatecznie po długiej przechadzce po ulicach Manhattanu i moim ukochanym Bryant Park wybraliśmy się na pizzę. Chcieliśmy jeszcze zobaczyć choinkę i świetlne iluminacje przy Rockefeller Center, ale poziom zmęczenia u dzieci skierował nasze kroki prosto do spania ☺️

Ciekawostki covidowe 🙂 otóż w Nowym Jorku obowiązują bardziej zaostrzone przepisy, już w innych miejscach Stanów. Większość mijanych osób na ulicach nosi maski, chociaż nie ma takiego przymusu i maski są obowiązkowe wewnątrz budynków. Część atrakcji turystycznych, tak jak schody na Times Square, jest włączona z użycia, prawdopodobnie po to, żeby lidzie nie gromadzili się w jednym miejscu. Dodatkowo trudno było nam znaleźć miejsce na obiad, bo do lokali gastronomicznych wpuszczane są wyłącznie zaszczepieni od 5 roku żucia wzwyż. Stąd w kilku miejscach odmówiono nam wejścia do restauracji. Całe szczęście nie wszędzie to zarządzenie jest egzekwowane, bo pizza była naprawdę dobra 😉

Do ostatniego dnia przed planowanym wyjazdem nie wiedzieliśmy, czy w ogóle dojdzie on do skutku. Niestety, czasy mamy niepewne i reagujące na bieżąco władze poszczególnych krajów wprowadzają pandemiczne zmiany dosłownie z dnia na dzień. Zaostrzone przepisy covidowe mogły z powodzeniem pokrzyżować nam plany wyjazdowe. Dodatkowo na dzień przed wylotem robiliśmy obligatoryjne testy i wystarczyłoby, że jeden z nich wyszedłby pozytywny, a zostalibyśmy w domu.

Niemniej jednak udało się! Splot szczęśliwych zdarzeń spowodował, że po długiej, bo niemal dwudziestogodzinnej podróży dotarliśmy do Nowego Jorku 🥰 kolejny raz nie mogliśmy wyjść z podziwu z Sebastianem, jak nasze dzieci bez marudzenia i niesamowicie podekscytowane przeżyły podróż. Ostatni fragment, czyli przejazd metrem z lotniska i dojście do hotelu był już dla nich wielkim wyzwaniem (sam przejazd kolejką z przesiadką trwał ponad 1h) i widać było ogromne zmęczenie, ale dali dzielnie radę…wszyscy z resztą daliśmy ☺️

W NYC zamierzamy zostać na 3 noce, pokazać chłopcom choć fragmentarycznie najpiękniejsze miejsca Manhattanu i pooddychać atmosferą tego miejsca, która w okresie świątecznym jest wyjątkowa! Sebastian zarezerwował nam hotel w sercu serca, czyli na samym Times Square, w ogromnym hotelu Mariott. Udało się nawet, że dostaliśmy pokój z widokiem na najsłynniejszy plac świata, który podziwialiśmy z zapartym tchem po przyjeździe, pomimo zmęczenia i późnej pory 😃